piątek, 23 marca 2012

Sny (2005)

SOBOTA, LIPIEC 09, 2005

Sny


Nasze klonowe sny o potędze... Zupełnie jakby bez związku z tym przedziwnym wydarzeniem sprzed lat , z wielką przyjemnością słucham właśnie , dopiero co ściągniętego "WHY DON"T THEY LEAVE THINGS (as they are) ALONE" wspaniałego BLANCMANGE.
Why can't we leave things as they are ...?

Wałbrzych-wspomnienie pierwsze (2005)

NIEDZIELA, LIPIEC 03, 2005

Wałbrzych-wspomnienie pierwsze

Pięć lat - pośród wzgórz zielonych, z szumem pociągów, praca i kilka dachów nad głową- Podgórze, Biały Kamień, Szczawno. Książ i sobotnie wędrówki wąwozem Pełcznicy. Pięć lat - a może sześć ich było? :-)

Mój wehikuł czasu (2007)

Mój wehikuł czasu 

NIEDZIELA, LISTOPAD 25, 2007


Jakbym frunął nad wszystkimi latami wstecz... Moc tej muzyki mnie zdumiewa. Wpływa na mnie. Wypływa i unosi spokojnie. Zamknięte przestrzenie i nowe otwarte drzwi - jedne za drugimi ... 


The wounds on your hands never seem to heal
I thought all I needed was to believe
Here am i, a lifetime away from you
The blood of christ, or the beat of my heart
My love wears forbidden colours
My life believes
Senseless years thunder by
Millions are willing to give their lives for you
Does nothing live on?
Learning to cope with feelings aroused in me
My hands in the soil, buried inside of myself
My love wears forbidden colours
My life believes in you once again
I'll go walking in circles
While doubting the very ground beneath me
Trying to show unquestioning faith in everything
Here am i, a lifetime away from you
The blood of christ, or a change of heart
My love wears forbidden colours
My life believes
My love wears forbidden colours
My life believes in you once again

wtorek, 20 marca 2012

Nightflight 2010 (z last.fm , 2010)

Nightflight 2010

18 V 2010, 17:28
Ten kawałek poderwał mnie do nocnego lotu. Lał deszcz, pół Polski zalało a ja... pobiegłem w strugach deszczu słuchając tego niewiarygodnego utworu. Nawet nie zauważyłem ile razy zagrał i ile przebiegłem. Druga nad ranem, światła miasta i ...
Sometimes
 
Wspomnienie dobrych lat i zapachu niebieskiego Joop'a... :-)

Madredeus (z last.fm , 2008)

  • Madredus 2

    11 V 2008, 23:00
    Madredus pojawił sie niedługo po tym jak całkowicie uległem muzyce Wima Mertensa - czyli gdzies tak na przełomie wieków.Gdzieś tak w okolicach 1999 albo może 2000. Mertensa posłuchałem i zakochałem jakoś tak w 1997 albo 1998 - słuchając audycji piątkowej w Trójce "Muzyka dla zmęczonych" - siedzieliśmy sobie w Sieradzu w wynajętym pokokju a z głośnika popłynął Wim...

    Odpadam- właśnie po raz tysięczny słucham "Oxala" i mogę jutro znów iść do ludzi ... :-)

  • Madredeus

    11 V 2008, 22:56
    Ulubienie :-) tej muzyki przeze mnie nie wzięło się ani z radiowej trójki i histerycznego uwielbienia kiedyś tam prezentowanego przez kilku prowadzących dla Madredeusa, ani nie z Lisbon Story - choć z biegiem lat coraz bardziej lubię atmosferę tego filmu- ale polubiłem głos pani Teresy po prostu- sam sobie i z siebie. Załuje że kilka lat temu nie pojechałem na koncert do Katowic. Liczę że jeszcze będę miał okazję wysłuchać ich na żywo- wszak tylko zawielsili działalność na czas jakiś- jak głosi oficjalna informacja. Czekam do nastęnej wiosny zatem - słuchając "A Andorinha da Primavera" ...


Deuter - "Cały świat..." ( z "http://secondsinmusic.blogspot.com/" , 2007)

friday, june 15, 2007

Deuter - "Cały świat..." - 02.12

"Ludzie dumni chodzą po tej ziemi, nikt nienawiści tutaj nie szuka
Czasem widzę w snach pewien piękny kraj...
Piękną dolinę przed nami otoczoną zewsząd górami..."

Paweł na pewno zdziwi sie od czego Mesje (Pirx) zaczyna swoje wynurzenia na temat ulubionych momentów w muzyce.
Żaden z tytanów muzyki o których tak często Pawłowi trułem i wykazywałem wyższość na przykład Mike'a Oldfielda nad Duran Duran. A nawet jeśli dokładnie tak nie mówiłem - to takie miałem poczucie.
I oto proszę- na samym początku skromny utworek z dość kiepskiej płyty , zespołu którego praktycznie nie słuchałem , reprezentującego muzyczny styl , który choć nie był mi obcy do faworyzowanych nie należał.
Namysł nad tym od czego zacząć był szalenie długi - ogrom ukochanych sekund w muzyce przytłoczył mnie a chęć znalezienia jakiejś kwintesencji mojego rozmiłowania w muzyce sparaliżowała całkowicie moje poczynania w tym kierunku.
Choć wyrosłem na dżwiękach z grubsza rzecz ujmując syntetycznych lub/i patetycznych ale i niezmiernie prostych z drugiej strony za sprawą muzyki jakiej słuchali byli rodzice moi gdym dziecięciem był - muzyką, która będzie najlepszym wprowadzeniem do mojego idealistycznego i utopijnego świata jest pioseneczka " Cały świat..." formacjii Deuter , pochodząca z płyty 1987.
Jako rzecze Wikipedia - płyta nieszczególna i przychylam się do takiej o niej opinii.
Jeśli wtedy "Cały świat " zrobił na mnie wrażenie - to przede wszystkim warstwą muzyczną- oszczędną gitara grającą na dużym pogłosie kilka akordów w iście harcersko-żeglarski sposób, głosem Pawła Kelnera - naiwnym i punkowo nierównym, melodią smutną na modłę (!) kościelnych zaśpiewów. I zrobiłą na mnie ta muzyka wrażenie słowami - akurat wtedy często słuchałem muzycznych produkcji "Izraela" i poetyka polskich tekstów wielbiących reggae-raj wyśmienicie odpowiadała mojej wrażliwości , wrażliwości pryszczatego 18-nasto latka szukającego swojego spokojnego miejsca na tym świecie. "Góry otaczają Jeruzalem, tak jak Jahwe otacza swój lud" - słowa psalmu wypisane przez jednego ze starszych kolegów na drzwiach toalety w moim liceum przywołane wspomnieniem jakoś pasują do słow o pięknej dolinie otoczonej zewsząd górami. Być może obecność Roberta Brylewskiego w składzie Deutera może jakoś tłumaczyć to dziwne podobieństwo oraz całe reggae natchnienie i jakby delikatnie przebijającą pulsację jaka słyszalna jest w sposobie gry na gitarze w tym utworze.
Zaskakująca muzyka jak na mnie, zaskakująca jak na formację zdecydowanie punkową. Doskonały kawałek - w kontekście całego punkowego "nie" - natchniony "regalską" smutną nadzieją na lepszy czas.(Kelner z "kimś tam" zrobili chyba nową wersję tego utworu- nie słyszałem )
I jeszcze o sekundach ulubionych. Druga minuta , dwunasta sekunda - na chwile milknie śpiew a do gitary przyłacza się dykretnie syntezator lub sampler - kilka dosłownie dźwięków które sprawiają że mam łzy w oczach.

Krótko.
Deuter, "Cały świat..." , 02 minuta 12 sekunda i dalej.
Dlaczego?
Bo czasem tak bardzo chciałbym żeby to wszystko wróciło...
... i znów mieć nadzieję że może być właśnie tak... 

Polskość moja (2005)

ŚRODA, CZERWIEC 29, 2005


Polskość moja


Pośród łódzkich wzgórz odkrywam to o czym do tej pory ledwie czytałem - jak historię obcego kraju - ślady polskości, pejzaże dawnych powstań, życia jakby z "Chłopów" przeniesione.
I to wszystko inne o czym czytałem, uczyłem się - ale - czego nie było, bo być nie mogło w duszy mnie, który wychował się pośród niemieckiej architektury, urbanistyki, kompozycji pejzażu - który znał odległą przeszłość znaczoną gotycką cegłą katedry wrocławskiej, szachulcowym rysunkiem kościoła w Miliczu, niezrozumaiałym lecz budzącym dziwny podziw napisem na starym nagrobku. To było- moje, choć nasiąkalem "zdalnie", jak każdy z nas na Dolnym Śląsku - polskością "bez pokrycia" - dziwiłem się jadąc do centralnej Polski, dziś wiem że- do Polski właśnie - mijanym krajobrazom, ludziom, powietrzu. Mieszkając na Dolnym Śląsku - dziś to WIEM jest się bardziej polskojęzycznym dolnoślązakiem niż Polakiem, przynajmniej dotyczy to jak sądzę mojego pokolenia. Być może następne- wtopione jeszcze bardziej w tamten dolnośląski pejzaż, zwolna urzeczywistnią polskość dolnośląską, wplecioną, wczepioną w tamtą ziemię i powietrze bardziej niż dzisiejsza moja polska tożsamość. Ją właśnie, tożsamość Polaka - znajduję TUTAJ, wokół Łodzi, gdzie daty z początku wieku znajdowane na cmenatrzykach wiejskich opatrzone są polskimi napisami. Obcy ale dopiero teraz "wyuczona" i "wyczytana" polskość zaczyna otrzymywać z zewnątrz prawdziwe sygnały polskości. Nie wystarczyły daty, fakty, literatura i piękny język ktory przecież tak lubię i lubuję się w jego nadużywaniu kwiecistem - trzeba jeszcze nieuchwytnego ogółu pejzażu, drzew, mowy, powietrza tutejszego - abym zaczynal lepiej znajdować to na skraju czego, przez szkołę, przeszłość rodziców i ich rodzin, przez moje przecież korzenie - stałem i o czym mówiłem - ale w czym nie byłem, a na pewno nie tak mocno.Zdumiewające odkryć że jakbym był dzieckiem Polaków wychowanym w pełnej znajomości języka , teraźniejszości i historii własnego kraju - a dopiero dziś przyjechał do ojczyzny przodków. Tak, dziś to wiem na pewno - jestem nieodwracalnie polskim Dolnoślązakiem, który odkrywa największą część swojego "ja" - Polskość. O wynikach tego przejmującego procesu - może jeszcze napiszę kiedyś... :-)
Gdzie znajdę jeszcze podobny betonowy dowód wiary i prośbę tak właśnie do Najwyższego kierowaną?